Ściągawka dla dorosłych

Ściągawka dla dorosłych

Tak to już jest, że ludzie swoje problemy i niepowodzenia przynoszą do domu. Stres mści się na najbliższych i drogich im osobach. Najciężej przeżywają to dzieci. które są najmniej winne temu, że my zaplątaliśmy się w naszym dorosłym świecie. Postarajmy się, aby nie powodować urazów w ich wewnętrznym świecie. I wtedy będą mogły zagospodarować swoje życie lepiej. 

- Czy zauważyliście, jak duża kłótnia wyrasta ze błahego powodu? 
- Tak. 
- A pamiętacie, ile nadzwyczajnych spraw planowaliście ze swoimi dziećmi, które tak się złożyło, że nie wyszły?
- Tak. 
- Dziękuję za uczciwe przyznanie. Ja też się przyznaję. W naszym życiu — dosłownie na każdym kroku — kryją  się nierozwiązane przez nas kiedyś zadania. Trzeba je rozwiązywać i wtedy nie będzie potrzebna kłótnia. Tak, tak, nawet atmosfera rodziny zależy od tego, jak my te zadania rozwiązujemy. Spróbujemy przeanalizować parę takich typowo rodzinnych zadań.

1. Jak upominać?

Rzeczywiście, to jedno z najbardziej typowych zadań. Uwagi, którymi tak lubimy obdarzać naszych milusińskich, same w sobie nie są szkodliwe. Ale kiedy powtarzamy je z godnym lepszej sprawy  uporem, zaczynają się cuda, a dokładniej „antycuda”. Drobne uwagi wypowiadane z miłością, ani trochę nie są groźniejsze niż liliputy dla Guliwera. Należałoby w tych uwagach coś zmienić…, ale bez nich nie można się obejść. Nie będę tłumaczył, dlaczego. Gdyby to dawało rezultaty - dawno by je zmieniono.

A więc, mamy sprzeczność: uwagi trzeba robić, ponieważ to sposób korygowania zachowania, i uwag nie można robić, ponieważ są psychologicznie szkodliwe. Co robić?

Pouczajcie, was lepiej pouczą ...

— tak śpiewał Buratino. Przy okazji, przepiękna Malwina tak bardzo zamęczała go swoimi uwagami, że uciekł od niej. Nie czekając na to, że nasze dobre chęci zniechęcą nasze kochane dzieci i dorosłych, opanujmy i nauczmy się stosować 3 zasady: 

Uwagi lepiej robić nie od razu „nie odchodząc od kasy”, a później, kiedy przejdzie wybuch emocji np. podczas wieczornej rodzinnej rozmowy (tylko nie należy łudzić się, że Wy jesteście jedynym na planecie człowiekiem, który upomina chłodno i spokojnie). A jeżeli zapomnicie, o czym chcieliście powiedzieć? No cóż, oznacza to, że powód nie był na tyle poważny, wszystko więc idzie ku dobremu.

Spróbujcie przekształcić sens uwagi w formę ogólnego problemu. Na przykład, zamiast: «Znowu źle wymyłeś naczynia!» — Powiedzcie dziecku: «Tobie, z pewnością, jeszcze trudno zmywać tłuste naczynia, a mnie jest niezbyt przyjemnie jeść ze źle wymytego talerza. Jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?» Zamiast: «No, po co zamknęłaś lufcik?» — Powiedzcie: «Z pewnością zmarzłaś, a ja źle się czuję bez świeżego powietrza. Co robić?»

Za życzeniem upominania zawsze stoi jakieś nierozstrzygnięte zadanie. Może należy poszukać innych, bardziej efektywnych sposobów ich rozwiązania? Trzeba o tym pomyśleć...

2. Jak rozwijać swoje dzieci, kiedy nie ma na to czasu?

Znów mówimy „kiedyś” i zawsze będzie „kiedyś”. I dlatego ten czas, który możemy spędzić z dziećmi, będziemy wypełniać mądrymi treściami. Dlatego, że mądre kontakty  — to główny warunek prawidłowego wzrostu małego człowieka. I wtedy problemy posłuszeństwa i szacunku rozstrzygają się jakoś prosto, same.

A teraz zapoznamy się z pewnymi grami i ćwiczeniami, którymi pożytecznie i ciekawie możemy wypełnić nasz wspólny czas z dziećmi. W te gry można bawić się razem, spacerując z dzieckiem po polu lub w drodze do szkoły...

Co jest wspólne?

Pokażcie dziecku różne przedmioty, odległe od siebie pod względem przeznaczenia i konstrukcji i poproście je, aby znalazło w nich możliwie najwięcej cech wspólnych. Na przykład: dom i trawa – co mają wspólnego? Dobrze jest zamieniać się rolami: raz odpowiada dziecko, innym razem ono wskazuje przedmioty, a Ty odpowiadasz.

Czy się różnią?

Pokażcie dziecku zbliżone do siebie przedmioty: liść drzewa i źdźbło trawy, dwa różne kamienie itp. Niech znajdzie możliwie najwięcej różnic. Jak i w poprzedniej grze, zamieniacie się rolami.

Ciekawostka — obok

Trzeba zauważyć po drodze możliwie najwięcej ciekawych rzeczy i wyjaśnić, dlaczego są ciekawe. Przykład: «Oto latarnia uliczna. Wszystkie latarnie stoją prosto, a ta nachyliła się. Być może, wiatr ją zgiął?», «A teraz drzewo, jest w nim ogromna dziupla»...

Słownik

Ta gra nie jest prosta, raczej dla dzieci starszych. Trzeba opisać różne otaczające nas przedmioty. Co to jest kamień? Dom? Kapelusz? Dialog powstaje w ten sposób, by pokazywać niewystarczalność opisów. Na przykład:

- Dom — to miejsce, gdzie żyją ludzie.
- Ludzie żyją na Ziemi. To znaczy, że Ziemia — jest domem?
- Dom — to budynek z dachem, w którym żyją ludzie.
- To znaczy, jeżeli ludzie pojechali na urlop, to już nie jest dom?
...

Takich rozwijających gier jest wiele. I oczywiście, nie są one celem samym w sobie. Sedno tkwi w tym, żeby dziecko nauczyło się widzieć otaczający świat jako ciekawe zadanie. I pojęło, że rozwiązywać je można i trzeba, rozwiązywać razem, pomagając sobie.

Przedstawiliśmy tylko dwa tradycyjno-rodzinne, problemy-zadania. Oczywiście, każdy z nas ma ich dużo więcej. Dlatego chcemy dobrze rozwiązywać te zadania, by żyć w zgodzie; i chcemy zgody, by pokonywać wszystkie problemy wspólnie.

Zasady rozwijania umysłu

Rozwijanie umysłu to nauka ścisła. Nie tak ścisła jak matematyka, ale jednak... I jak w każdej ścisłej nauce, są w niej aksjomaty — najważniejsze, podstawowe założenia i twierdzenia.

Będziemy teraz mówić właśnie o nich — aksjomatach kształtowania skutecznego myślenia. Zaczniemy od prostej życiowej obserwacji. Oto tata z sześcioletnią córeczką idą ulicą. Zimowy wieczór. Jaskrawy księżyc. «Tata, a na Księżycu żyją ludzie?» — pyta dziewczynka.

Stop! Na tym przerwiemy naszą obserwację i rozpatrzymy kilka wariantów odpowiedzi.

  • Wariant «bajkowy»: na Księżycu żyją małe ludziki-lunatycy. Oni są bardzo dobrzy i jeżeli będziesz się dobrze zachowywać, mogą się tobie przyśnić.
  • Wariant «naukowy»: na Księżycu nie ma ludzi. Tam w ogóle nie ma powietrza i nie ma czym oddychać, dlatego tam nikt nie żyje.
  • Wariant «otwarty»: różni ludzie myślą o tym różnie. Na przykład, dawniej ludzie wierzyli, że żyją tam istoty, bardzo podobne do nas. A pisarz – Nosow - napisał książkę: «Gapa na Księżycu», w której twierdzi, że tam żyją mali ludzie. A przecież kosmonauci polecieli na Księżyc i nikogo tam nie zobaczyli - chociaż prawdą jest, że nie chodzili po całym Księżycu....

Wariant «bajkowy» jest romantyczny i odpowiada dziecinnemu rozumieniu świata. I to jest wspaniałe. Szkoda tylko, że stałe stosowanie właśnie tego wariantu, wcześniej czy później doprowadza do rozczarowania. Dziecko rośnie i zaczyna rozumieć, że je po prostu oszukiwano. Tak, tak, właśnie oszukiwano - ponieważ nikt nie jest obdarzany takim zaufaniem jak rodzice. I jak często to zaufanie ginie, gubi się w lekkomyślnym stosunku do najbardziej odpowiedzialnego procesu ze wszystkich, jakie zachodzą na Ziemi! Procesu nauczania myślenia...

Wariant «naukowy», poważny i uzasadniony, daje dziecku prawdziwą wiedzę. I to jest wspaniałe. Szkoda tylko, że zabija ciekawość. Nie taką powierzchowną ciekawość, która upaja się dumą i zachwytem dorosłych: ach, jaki mądrala, wszystko wie... lecz ogromną ciekawość, taką, która zmusza do czytania książki z latarką pod kołdrą, „zamęczać” dorosłych «niedziecięcymi» pytaniami i wytężać, wytężać, wytężać umysł w dążeniu do zrozumienia niepojętego. W tym wariancie dziecko - jeżeli nie świadomie, to podświadomie — zakłada, że na każde pytanie na tym świecie jest już odpowiedź. I główny problem to nie myśleć, a słuchać i zapamiętywać. Takie podejście doprowadza do formowania tzw. «zamkniętego», konserwatywnego myślenia. W rezultacie wyrasta człowiek z twardymi, niezachwianymi stereotypami. Z takim człowiekiem trudno żyć w zgodzie.

Najlepszy wydaje się nam trzeci, «otwarty» wariant. Zostawia pytanie bez całkowitej odpowiedzi, dopingując tym samym do dalszego rozmyślania, porównywania różnych punktów widzenia. Pozwala podzielić się naukową znajomością, nie burząc bajkowości i romantyzmu dzieciństwa.

Teraz rozumiemy, jaki powinien być.

AKSJOMAT 1

Przedstawiajcie dziecku otwartą wiedzę !

Oznacza to, że trzeba pokazywać różne punkty widzenia na przedmioty, zjawiska i wydarzenia tego świata. Opowiadając lub pokazując coś dziecku, zwracajcie uwagę mu na niewiadome lub niezrozumiałe strony rzeczywistości. Zostawiajcie rosnącemu rozumowi przestrzeń dla fantazjowania i domysłów...

A teraz jeszcze jedna obserwacja. Tym razem znajdujemy się w szkole muzycznej. Właśnie przyprowadzono chłopca - nowicjusza. Nikt mu jednak nie mówi: będziesz uczyć się grać na tym instrumencie. Nikt nie zmusza go coś brać lub robić. 


- Można pójść tam posłuchać? 
- Można. 
- A można ponaciskać klawisze? 
- Można. 
- A podotykać struny? 
- Można. 

Wszystko można... Dziecko ostrożnie rozgląda się, pomału się przyzwyczaja. Nie od razu, za trzecim lub czwartym razem sam wybiera instrument. I teraz, i tylko teraz, można zacząć go czegoś uczyć.

AKSJOMAT 2

Nie zmuszajcie dziecka do robienia czegoś, ale dajcie mu możliwość samodzielnego wyboru.

A jeżeli on nie wybierze? Cóż, trzeba cierpliwie poczekać, dopóki nie «dojrzeje». Lub zaproponować coś zupełnie innego. Gdyby rodzice Charlesa Darwina przeforsowali swoje życzenia zobaczyć go pastorem, to nigdy nie poznalibyśmy jego imienia. Nawiasem mówiąc, ten aksjomat bezpośrednio dotyczy także wyboru książek dziecięcych. 

Oto stoi, jak kukiełka, malutki Filipek (lub Wania, Sierioża, Natasza...), któremu wkładają szalik, płaszczyk, czapkę... Nasz Filipek - bierny uczestnik zdarzeń. Jego nikt o nic nie pyta - jest jeszcze mały. Rodzice lepiej wiedzą, kiedy i co wkładać... Tak to jest, ale proszę się później nie dziwić, że dziecko nie chce samodzielności. Okrzyki typu: «ty przecież jesteś już duży!» — w żaden sposób nie pomogą. Nam wydaje się bardziej poprawny inny scenariusz: niech Filipek popatrzy w okno. Jak myślisz, na ulicy chłodno? A dlaczego ty tak myślisz? Jak się ubierzemy? Trochę rodzicielskiej cierpliwości i dziecko nauczy się samo wybierać potrzebną odzież. Jeżeli, oczywiście, dacie mu możliwość popełniania błędów i nie będziecie się z nich śmiać.

A to zwyczajny balonik. Podrzucamy balonik do sufitu, a on opada w dół. A teraz potrzemy go o twoje włosy. O! — i balonik przylepił się do sufitu. Być może, twoje włosy są czarodziejskie?

A teraz — kompas. Jego strzałka zawsze pokazuje w jednym kierunku. Chcesz sprawdzić? A skąd ona wie, gdzie południe, a gdzie północ? Być może, ktoś jej podpowiada?

A teraz pytanie na zakończenie: jakiego koloru jest para? Bezbarwna? A teraz popatrzcie przez słup parującej z filiżanki herbaty na promień słońca. Widzicie: drżący i przelewający się kolorami tęczowy słup. Skąd on się wziął?

AKSJOMAT 3

Pokażcie dziecku cud! Zadziwiajcie go i dziwcie się razem z nim samym...

Zwyczajnie popatrzcie i zdziwcie się — przecież zdziwienie rodzi myśl. Duże zdziwienie — dużą myśl.

Dziecko rośnie i jego mózg w ciągu kilku lat przechodzi szybką ewolucję — od prostego reagowania na zewnętrzne impulsy, do zbudowania modelu Wszechświata. To trudna praca. Starajcie się mu pomagać!

Fakty i refleksje

Każdego ranka w szkole uczniowie śpiewali chórem. Jeden chłopiec milczał. Kiedy nauczycielka zażądała wyjaśnień, odpowiedział, że ona sama źle śpiewa i że może mu zepsuć głos. Za impertynencję chłopca wysłano do dyrektora i ukarano. Z chóru go zwolniono, ale w zamian był zobowiązany do pisania każdego ranka przez kwadrans wypracowania, dopóki wszyscy śpiewają. Później mówił, że to dzięki tej karze nauczył się pisać każdego ranka tysiąc słów. Nam i Wam ten chłopiec jest znany; to Jack London.

Czyż nie właśnie dlatego, że ukarał małego Jack’a, dyrektor zdołał wyhodować wielkiego pisarza. A o czym w ogóle myślimy, kiedy karzemy dziecko? Można by zbudować wychowanie w ten sposób, by nawet kary - jeżeli już nie da się ich uniknąć - dopingowały rozwój i duchowy wzrost?

 

Znane są słabe wyniki szkolnego nauczania wielu geniuszy słowa i myśli. Na listę «dwójkowiczów» dostali się Aleksandr Puszkin i Walter Scott, Charles Darwin, Blais Pascal, Tomas Alva Edison i Albert Einstein. Fakt ten zazwyczaj tłumaczy się lenistwem, lub cudownym przebudzeniem zdolności u z lekka tępawych w dzieciństwie ludzi. Amerykańska badaczka K. Cocs postanowiła wyjaśnić tę anomalię. Wybrała 100 najlepiej udokumentowanych biografii. Okazało się, że we wszystkich tych przypadkach przytępienie było pozorne. Po prostu szkolny program zbyt silnie odstawał od poznawczych potrzeb i skłonności przyszłego geniusza.

No cóż, geniusz po to jest geniuszem, żeby przebić się przez te wszystkie przeszkody. A ile zdolnych i bardzo zdolnych chłopców i dziewcząt nie mogło odnaleźć się w sztywnych ramach standardowej, państwowej szkoły? Oczywiście, stopniowo sytuacja się zmienia. Trzeba jednak uważać, aby nie potknąć się, i nie wrócić znów do systemu regulaminowej szarej szkoły, w której wszystkie dzieci od Czukotki do Kuszki uczą się wg jednego planu i jednakowych podręczników ...

W niektórych stanach USA wprowadzono przepis, zgodnie, z którym dla otrzymania prawa jazdy trzeba najpierw ukończyć szkołę. Ma to zapewnić powszechność wykształcenia lepiej, niż jakiekolwiek prawo. A w Japonii na serio mówią o państwowym programie powszechnego wyższego wykształcenia. A jak tam będą dopingować uczęszczanie do szkoły wyższej? Pozbawią praw na prowadzenie prywatnego samolotu?

Dowcipy dowcipami, ale wysoki prestiż wykształcenia — to jeden z najważniejszych czynników rozwoju kraju. Nawet specjaliści wojskowi poziom «mózgów» w państwie oceniają teraz w kategoriach strategicznego potencjału. A burzliwie rozwijające się w ostatnich czasach azjatyckie kraje zaczęły swoją drogę od gruntownego przeglądu systemu kształcenia. Szkoła wymaga uwagi, i zaniedbywanie jej jest nierozsądne, jak rzucanie bumerangiem we własną przyszłość...

Nasza mama uprawia kwiaty. W swoim domu na Florydzie ma powyżej 200 roślin. Oburzona naszą obojętnością na jej hobby, znalazła sposób, aby zwrócić na nie naszą uwagę. Kiedy wychodziliśmy po zakupy, to znajdowaliśmy na lodówce informację: «Mick, pieniądze na tenisówki znajdziesz pod doniczką z pelargonią», «Mery, a pieniądze na drugie tenisówki położyłam na spodku pod aronią. Stwierdziliśmy, że łatwiej było nauczyć się rozróżniać rośliny, niż przesuwać 200 garnków w poszukiwaniu pieniędzy.

 

I tak Mary Doyle Brown (St Petersburg, USA) twórczo zrealizowała swoje rodzicielskie zadanie: jak nauczyć dzieci orientacji w roślinach. I żadnych wymysłów i wymówek. Tak zwykle bywa: dobrze rozwiązane zadanie zbliża nas do zgody z własnymi dziećmi, z innymi ludźmi, z przyrodą... Dlatego uczmy się być twórczymi!

By pojąć innego człowieka, trzeba być «w jego skórze». W tej czy innej postaci ta prosta prawda znana jest wszystkim narodom. Ale jak my, tacy różni: mężczyźni i kobiety, dzieci i starcy, uczniowie i nauczyciele mamy być „w skórze” jeden drugiego? Linda Ware, pracownik poradni dla kobiet, wynalazła „symulator ciąży” dla uświadomienia mężczyzn. Ponosiwszy „symulator” ciąży parę godzin, mężczyźni na zawsze pojmą ciężar «żeńskiej połowy». Przyrząd składa się z kilku części: szeroki pas, który ściska żebra i podnosi ciśnienie tętnicze; duży «brzuch» - napełniony wodą 5 kilogramowy worek - który mężczyzna nakłada na brzuch, ze specjalnym urządzeniem, imitującym ruchy malucha, jak również wbudowanym w niego dwukilogramowym mieszkiem, który naciska na pęcherz moczowy i często wzywa do toalety. Zauważono, że w mężczyznach zachodzą zadziwiające zmiany, kiedy włożywszy symulator ciąży, próbują zawiązać sznurowadła lub podnieść teczkę. Jęczą, stękają, skarżą się na zaciśniętą klatkę piersiową i na ból w plecach. «To otwiera im oczy, — powiedziała wynalazczyni, tylko tak będą mogli oszacować siłę i energię brzemiennych kobiet!»

No i znów pięknie rozwiązane zadanie zbliża nas do wzajemnego zrozumienia i zgody. Mamy nadzieję, że w przyszłości będzie wynaleziony «uniwersalny imitator skóry innego człowieka». A póki co, postarajmy się być cierpliwymi i przyjacielskimi.

Autor: Анатолий Гин
Tłumaczenie: Anna Boratyńska-Sala