Trzmiele wciąż niezastąpione

Trzmiele wciąż niezastąpione

Kiedy Europejczycy zaczęli zasiedlać południową Australie i Nową Zelandię przywieźli ze sobą nasiona koniczyny. Zbiory były piękne, ale cóż – nie było nowych nasion! Okazało się, że w Australii nie ma trzmieli – naturalnych zapylaczy koniczyny. Co więcej okazało się, że osiedlenie trzmieli w Australii nie było takie proste i trzeba było wielu lat, żeby wyhodować taką odmianę trzmiela, która dawała, sobie radę z klimatem i glebą Australii. Osadnicy nie mogli czekać aż uczeni dopracują się nowego gatunku trzmiela i musieli znaleźć sposób na zapylanie koniczyny z pomocą tego co było „pod ręką:” a więc m.in. australijskich pszczół, które też normalnie nie mogły koniczyny zapylić!


Pszczoła ma za krótki „języczek”, czyli narząd pobierania nektaru i nie może dostać się do wnętrza kwiatu koniczyny. Do zapylenia nie jest konieczne żeby pszczoła dostała się do nektaru. Zapylanie odbywa się dzięki penetrowaniu kwiatu, ocieraniu się o pręciki i znamię słupka i dla kwiatu obojętne jest czy pszczoła dostanie „nagrodę” czy też nie. Sposób na jaki wpadli farmerzy australijscy polegał na „przyzwyczajaniu pszczół do siadanie i penetrowania kwiatów koniczyny, W tym celu opylali uprawy roztworem nektaru, czyli cukru rozpuszczonego w wodzie, z dodatkiem substancji zapachowych podobnych do tych, na jakie pszczoła natrafi na „swoich” kwiatach. W ten sposób pszczoły mimo swej niechęci do koniczyny jednak ją zapylały!